Pamiętam ten dzień doskonale, choć od tamtej chwili minęło już kilka dobrych lat. Był to okres, kiedy wszystko w moim życiu zdawało się rozpadać na drobne kawałki. W pracy zwolnili połowę zespołu, w tym mnie, a w domu atmosfera gęstniała z dnia na dzień. Nie chciałem wychodzić z łóżka, nie chciałem rozmawiać z ludźmi. Szukałem czegokolwiek, co pozwoliłoby mi nie myśleć. I wtedy, zupełnie przypadkiem, natrafiłem na
vavada casino. To nie była zaplanowana decyzja. Ot, kliknąłem w reklamę, która pojawiła się na jakimś forum. Chciałem tylko zobaczyć, o co tyle hałasu. A potem przepadłem.
Na początku było fatalnie. Wpłaciłem sto złotych, które dostałem od ojca na „drobne wydatki”. Nie powiedziałem mu, że nie mam pracy. Wstydziłem się. Siedziałem w ciemnym pokoju, w słuchawkach grała jakaś ponura muzyka, a ja klikałem w te wirujące bębny. Pierwsze dziesięć spinów – zero. Dwadzieścia – zero. Trzydzieści – w końcu jakaś mała wygrana, która nawet nie pokryła połowy stawki. Czułem się jak skończony idiota. Powiedziałem sobie, że to ostatni raz, że to głupota, że przecież mam większe problemy. Ale coś mnie trzymało. Może to było światło ekranu w ciemnym pokoju, a może dźwięk wygranej, który obiecywał coś więcej niż szarą rzeczywistość. Kiedy kolejny raz zalogowałem się do vavada casino, obiecałem sobie, że to tylko na chwilę. Że zapomnę o rachunkach, o kłótni z żoną, o tym pustym uczuciu w żołądku.
Tamtej nocy nie spałem do trzeciej. Przegrałem wszystko, co miałem na koncie. Ale nie czułem złości. Czułem dziwną ulgę. Jakby przez te kilka godzin mój mózg był tak zajęty obracającymi się symbolami, że nie miał czasu na zamartwianie się. To było jak narkotyk. Następnego dnia pożyczyłem pieniądze od kumpla. „Na jedzenie” – skłamałem. Wpłaciłem dwieście. I wtedy stało się coś, czego się nie spodziewałem. Po kilku nieudanych próbach w końcu trafiłem na bonus. Nie jakiś wielki, ale na tyle duży, że mogłem oddać dług i jeszcze zostało mi na kilka dni spokoju. Pamiętam, jak siedziałem na podłodze w kuchni i śmiałem się sam do siebie. To był śmiech przez łzy. Ulga? Radość? Sam nie wiem. Wiem tylko, że po raz pierwszy od miesięcy poczułem, że mam na coś wpływ. Że nie wszystko jest z góry przesądzone.
Z czasem nauczyłem się, że nie chodzi o wielkie wygrane. Chodzi o ten stan zawieszenia. Kiedy logujesz się do vavada casino, świat na zewnątrz przestaje istnieć. Nie ma rachunków, nie ma telefonów od komornika, nie ma ciszy, która boli bardziej niż krzyk. Jest tylko wir kolorów, dźwięków i liczb. Zacząłem grać regularnie, ale nie głupio. Ustaliłem sobie limit. Sto złotych tygodniowo. Czasem przegrywałem, czasem wygrywałem. Któregoś wieczoru, po całym dniu szukania pracy, usiadłem do komputera kompletnie wykończony. Wpłaciłem swoje sto złotych i w ciągu godziny zamieniłem je w tysiąc dwieście. Nie krzyczałem, nie skakałem. Po prostu patrzyłem na ekran i czułem, jak napięcie ze mnie schodzi. Jakby ktoś wyciągnął mi z pleców nóż. Wypłaciłem pieniądze, zapłaciłem zaległy czynsz i kupiłem żonie kwiaty. Nie wiedziała, skąd mam pieniądze. Powiedziałem, że oddał mi stary znajomy. To było kłamstwo, ale chyba pierwsze od dawna, które miało sens.
Grając w vavada casino, nauczyłem się czegoś dziwnego. Że ucieczka nie musi być zła. Czasem potrzebujesz miejsca, w którym możesz odetchnąć, zanim stawisz czoła rzeczywistości. Nie chodzi o to, żeby wygrać milion. Chodzi o to, żeby przetrwać do rana. Kiedyś, po jednej z gorszych kłótni z żoną, wyszedłem z domu i poszedłem do parku. Siedziałem na ławce, patrzyłem w gwiazdy i myślałem o tym, jak bardzo chcę stąd zniknąć. Wróciłem do domu, włączyłem laptopa i zalogowałem się do vavada casino. Tym razem nie chodziło o pieniądze. Chodziło o to, żeby zająć czymś ręce, żeby nie myśleć o tym, co powiedziałem jej na odchodne. I to zadziałało. Po godzinie byłem spokojniejszy. Nie rozwiązałem swojego problemu, ale przetrwałem najgorszy moment. A to czasem wystarczy.
Dziś nie gram już tak często. Mam nową pracę, trochę lepsze relacje z żoną, chodzę na terapię. Ale wciąż czasem wracam do tego świata. Kiedy czuję, że rzeczywistość mnie przytłacza, że znowu zaczynam tonąć, otwieram stronę vavada casino i gram. Nie dla pieniędzy. Dla tego uczucia, że przez chwilę jestem gdzieś indziej. To jak wziąć głęboki oddech, kiedy toniesz. Może to niezdrowe, może ktoś powie, że to ucieczka. Ale ja wiem jedno: gdyby nie tamte nocne sesje, gdyby nie to dziwne, cyfrowe światło w ciemnym pokoju, prawdopodobnie nie byłbym tu, gdzie jestem. Czasem trzeba się zgubić, żeby się odnaleźć. A vavada casino było moim labiryntem, z którego w końcu udało mi się wyjść. Z wygraną – nie tą na koncie, ale tą w głowie.